Bieszczady. Rzeszów. Przemyśl.

on

Przemyśleliśmy sprawę dosłownie w chwilę. Zresztą jak zawsze. Kuba widział w grafiku 4 dni wolnego, ja patrzeć nie musiałem (zalety pracy jako freelancer), a z Asią dogadaliśmy się by wzięła urlop! I tak we trójkę pojechaliśmy w Bieszczady, odwiedzając  w jedną stronę Rzeszów, a w drugą Krasiczyn i Przemyśl.

biesy - www.karolnycz.com -69

Około czterogodzinna trasa z Krakowa do Stuposian w Bieszczadach, gdzie znajduje się schronisko polecone przez moich rodziców, prowadziła przez dobrze znaną mi trasę z kilkoma turystycznymi punktami. Mogliśmy zatrzymać się zarówno w polskim biegunie ciepła – Tarnowie, jak i w znanej z firmy oponiarskiej Dębicy czy w końcu w Łańcucie z wyjątkowym Zamkiem Lubomirskich. Wybraliśmy jednak Rzeszów z Muzeum Dobranocek, starówką oraz Česká Hospodą.

O rzeszowskim Muzeum Dobranocek zawsze wspominała nasza znajoma ze studiów, Julitka. Opisywała je dokładnie w swojej pracy dyplomowej. Nie mogliśmy więc zawieść i jej, i siebie, pomijając taką atrakcję. Jak się okazało, zachwyt wzbudzał jedynie wielki Miś Uszatek. Rzeszów jednak ma w sobie coś z bajki, ciężko określić co, ale odwiedziny tak niepozornego miasta były miłą niespodzianką. Ah, nie mógłbym zapomnieć o poleceniu Wam pysznych knedliczków z gulaszem ze wspomnianej czeskiej gospodzie na samym rzeszowskim Rynku.

Wieczorem dojechaliśmy do Stuposian. We trojkę dostaliśmy wielki, sześcioosobowy pokój – wręcz idealny na prawdziwe balety. Poza nami w schronisku mieli spać pracownicy Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Nie spotkaliśmy ich ani razu. Pokój, jak pokój… ale to co działo się za jego oknami nocą (a były też okna dachu – tj. leżysz na łóżku i patrzysz w niebo) było dosłownie nieziemskie! Tak rozgwieżdżonego nieba dawno nie widziałem. Położyłem się i zasypiałem wraz ze spadającymi gwiazdami! Jak się rano okazało, w gminie, w której położone są Stuposiany, istnieje „Park Gwiezdnego Nieba Bieszczady”! To potwierdza jedno. Tutaj powinniśmy nocą zadzierać głowę do góry, tutaj najlepiej ogląda się kosmos, tutaj Droga Mleczna jest szeroka na pół nieba, tutaj są nieziemskie widoki! Park Gwiezdnego Nieba Bieszczady to drugie takie miejsce w Polsce, gdzie chroniona jest naturalna ciemność, jeden z ekologicznych zasobów zagrożonych zanieczyszczeniem sztucznym światłem (niesprzyjającym m.in. nocnym aktywnościom ssaków). I co chyba oczywiste – w takiej ciemności śpi się dużo lepiej!

biesy - www.karolnycz.com -12

Po tak gwieździstej nocy nadszedł w końcu dzień, by ruszyć w Bieszczady. Celowaliśmy wysoko, rzekłbym najwyżej jak się da! Tarnica (1346 m n.p.m.) to najwyższy szczyt polskich Bieszczadów (pamiętajcie, nie polskich Bieszczad – to niepoprawna odmiana, którą kiedyś stosowałem – przyznaję się bez bicia). Wyruszyliśmy czerwonym szlakiem z Ustrzyk Górnych, potem kawałek doszliśmy żółtym i wróciliśmy niebieskim (trochę na około, ale mijane torfowiska pełne żab wynagrodziły nasz trud). Wypisałem kolory szlaków, nie po to abyście znali każdy szczegół naszej wycieczki, ale by zaprosić Was na krótką lekcję znalezioną na innej stronie, a mianowicie by w końcu raz na zawsze odpowiedzieć sobie na pytanie czy kolory oznakowań oznaczają „trudność” trasy? Czy czarny szlak jest najtrudniejszy? Po odpowiedź wejdźcie na bloga goryiludzie.pl (śmiało klikajcie, otworzy się w nowym oknie). Na Trasie spotkaliśmy dosłownie kilku turystów, a na samym szczycie Tarnicy parę z aparatem z teleobiektywem. Nie dziwiliśmy się, że tylko ich, bo śniegu w górach było po pas. Asia zapadała się najczęściej!

Zmęczeni i głodni podjechaliśmy do polecanej w Internecie restauracji na obiad. Zamknięta. Podjechaliśmy do innej – też zamknięta. Nasze marzenia o wyjątkowym dwuposiłkowym daniu schowaliśmy trochę głębiej i nastawialiśmy się już na cokolwiek, choćby ciepłego hot-doga. Bez potrzeby – bo kolejne miejsce nas nie zawiodło. Restauracja „Pod Caryńską” w Ustrzykach Górnych, choć bez gości przy stolikach, popisała się!

Z pełnymi brzuchami udaliśmy się do ostatniego, ale jakże ważnego, punktu naszego dnia! Zagroda Żubrów w Mucznem! Krowy i byki, bo tak mówi się na samice i samce żubrów, zamknięte są w „pokazowej” 7 hektarowej zagrodzie, będącej fragmentem ogrodzonego i specjalnie przygotowanego miejsca w lesie – z potokiem, lekkimi pagórkami i elementami mocno stromymi, z jodłami i świerkami, błotkiem i innymi rarytasami. Od godziny 9 do 19 można tam bezpłatnie wejść na kilka tarasów widokowych umożliwiających obserwację kilkunastu ponadtonowych zwierząt. Byłem bardzo ciekawy wyglądu europejskich żubrów, zwłaszcza po tym jak w Yellowstone w Stanach Zjednoczonych miałem okazję spotkać amerykańskie bizony. Teraz już wiem, że choć oba gatunki mają jednego przodka, różnią się od siebie. Bizony mają bardziej owłosioną przednią część ciała i przez to wydaje się, że ich tył jest mniejszy. Zagroda w Bieszczadach jest częścią programu ochrony żubrów w Karpatach (tak, tak Bieszczady to pasmo w łańcuchu Karpat). Uważam ten punkt, jako MUST SEE na liście bieszczadzkich miejsc.

Kolejny dzień niestety nie zaskoczył nas piękną pogodą. Deszcz i silny wiatr złapały nas na szlaku z parkingu pod Przełęczą Wyżniańską na Połoninę Caryńską (1297m n.p.m). Zanim jednak taka pogoda „złapała” nas na szlaku, my w drodze do niego złapaliśmy autostopowicza! A może to on nas złapał? Nie dziwił mnie fakt podjęcia przez tego chłopaka próby zatrzymania nas – stał on na przystanku, a autobusy jeżdżą tam pewnie dwa razy w ciągu całego dnia. Zdziwiłem się jednak, że całą swoją podróż planował pokonać jedynie autostopem, co wbrew pozorom w tym okresie było w Bieszczadach dość utrudnione, po prostu nie jeździło tam wiele aut. Miał więc chłopak szczęście…

Spotkanie autostopowicza nie było jedynym niespodziewanym tego dnia. Chwilę po dotarciu na grzbiet wysokogórskich łąk odpoczęliśmy przy herbacie z termosu i energetycznych batonach. Byliśmy całkowicie sami z pięknymi widokami na Wielką i Małą Rawkę oraz inne, nierozpoznane przez nas wierzchołki. Nagle herbaciany chillout przerwała nam pewna para, która podeszła i powiedziała: ‚Chyba was wczoraj widzieliśmy’. Na co odpowiedziałem z pełnym przekonaniem: ‚To niemożliwe’. Ci zaś odparli, że jednak są prawie pewni, bo na Tarnicy nawet robili nam zdjęcia, które teraz chętnie nam podeślą na maila. Popatrzyłem spokojnie jeszcze raz, zauważyłem wielki obiektyw i zmieniłem zdanie. Racja, to była para spotkana dzień wcześniej. W Bieszczadach widocznie była tylko nasza trójka i ich dwójka, a i autostopowicz.

Krótka trasa na Caryńską miała być jedynie rozgrzewką przed szlakiem na Rawki. Brzydka pogoda jednak zmieniała nasze plany. Pojechaliśmy do Cisnej, gdzie planowaliśmy odwiedzić rozsławioną knajpę SiekierezadaStandardowo, pocałowaliśmy jedynie klamkę. Tuż obok otwarta była za to łemkowska karczma z ciekawymi propozycjami lokalnych pierogów. Po obiedzie zrobiliśmy krótki, 2-3 minutowy (haha), spacer na niewielkie wzgórze Betlejemka z pomnikiem poległym w walce o utrwalenie władzy ludowej. Zrobiliśmy też spacer po sklepie z regionalnymi piwami (Bies Czady). Domyślacie się pewnie jak skończył się ten dzień – przy bieszczadzkim piwku w schronisku oglądaliśmy i Huberta Urbańskiego, i moją jedyną Madzię Gessler.

Ostatniego dnia odwidzieliśmy pilne strzeżoną zaporę w Solinie, park i zamek w Krasiczynie oraz spędziliśmy miłe chwile w Przemyślu. Tutaj należy się zatrzymać. To miasto ma w sobie coś! Jest rzeka San, jest kopiec Tatarski (z wyciągiem krzesełkowym), jest piękna Starówka z secesyjnymi kamienicami i Wieżą Zegarową – Muzeum Dzwonów i Fajek, było słońce i były pyszne lody z cukierni Fiore ulokowanej w najbrzydszym budynku Przemyśla. Był też kilkumiesięczny pomnik ułana i huzara przed dawnym wojskowym kasynem. I były w końcu drzewa przypominające mi te z centrum miasta Ponta Delgada na Azorach. Kto nie był w Przemyślu niech żałuje.

Byliście?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s