Nycz w NYC

Przepraszam, że nie było mnie tutaj tak długo. Miałem różne przygody i bardzo aktywnie spędzony czas, który chciałem wykorzystać w pełni. Wracam, opiszę bardzo szybko kolejne dni, tak aby nie było zbyt dużo czytania. Wiem, że większość jednak przejrzy tylko zdjęcia, ale czytających nie chcę zanudzić. Poprzedniego dnia udaliśmy się w stronę Doliny Śmierci.

DZIEŃ DWUDZIESTY TRZECI.
Wjechaliśmy do Parku Doliny Śmierci. O dziwo, nikt nie sprawdzał biletów przy wjeździe. Nie przydała się wtedy więc nasza karta wstępu do Parków USA. Pierwszy punkt, w którym zatrzymaliśmy się był Father Crawley Vista Point, gdzie byliśmy zaskoczeni nisko latającymi wojskowymi samolotami, patronami Doliny Śmierci. Te, jak wyczytałem później, mają przypominać o dawnym obszarze treningowym amerykańskiego wojska zlokalizowanym właśnie na tym terenie. Poza samolotami, widok z góry na ogrom pustyni. Kilka kilometrów drogi w dół doprowadziło nas do środka pustyni, gdzie wychodząc dosłownie na 5 minut sesji zdjęciowej – zostaliśmy oblani potem. Uf, jak gorąco. Zatankowaliśmy auto do pełna (oczywiście „ciut” drożej niż się można spodziewać). Zaskoczyły nas pewne przygody z policją patrolującą autostrady, dlatego na noc nie dotarliśmy do ustalonego wcześniej celu – Wielkiego Kanionu Kolorado. Wylądowaliśmy jednak w miejscowości Peahum, najbliższej tuż po wyjeździe z Death Valley. Najcięższa noc spędzona w samochodzie.

IMG_4073

IMG_4074

DCIM101GOPROG0112468.

DCIM101GOPROGOPR2480.

IMG_4094

DZIEŃ DWUDZIESTY CZWARTY.
Niemal połamani przez spanie w niewygodnych pozycjach, wstaliśmy dość wcześnie. Plan dotarcia do Kanionu Kolorado zmieniliśmy na zwiedzanie Parku Narodowego Zion. To była bardzo dobra decyzja. Zrobiliśmy tam coś wyjątkowego, coś po raz pierwszy! Pamiętacie, kiedy Wy robiliście cokolwiek ostatnio po raz pierwszy w życiu? W przepięknym Zion, w którym kilka dni wcześniej powódź zabiła kilkanaście osób, zrobiliśmy przeprawę środkiem mętnej rzeki wzdłuż kanionu. Szlak nazywa się River Side Walk, prowadzi do Narrow Trial. Należy mieć kij oraz buty, które możemy zmoczyć. Nie zaleca się spacerowania boso. My nie byliśmy na to przygotowani, jednak pomocni turyści wracający już ze szlaku – oddali nam swoje buty i kije. Po raz pierwszy więc robiłem trekking w rzece! Noc spędziliśmy na polu namiotowym w Parku. Nie chcieli nas tam wpuścić, ale Polak w potrzebie znajdzie rozwiązanie. Przeszliśmy po pełnym kempingu w poszukiwaniu ustronnego miejsca na rozbicie namiotu nielegalnie. Spotkaliśmy Polaków, także z Krakowa! Udostępnili nam kawałek swojego miejsca. Noc spędziłem na trzymaniu namiotu, gdyż wiatr był niemiłosierny!

IMG_4138

DZIEŃ DWUDZIESTY PIĄTY.
Już od rana byliśmy w Las Vegas. Ja z Kubą po raz kolejny, Kornelia po raz pierwszy. Popołudnie spędziliśmy w wielkim outlecie. Wielkich wyprzedaży nie było, choć każdy znalazł coś dla siebie. Planowaliśmy porządną imprezę na noc. Zmęczeni brakiem normalnego łóżka w poprzednich dniach, po zwiedzeniu kilku hoteli i zjedzeniu dobrej kolacji, wróciliśmy jednak grzecznie spać. Padliśmy jak muchy.

IMG_4170

DZIEŃ DWUDZUESTY SZÓSTY.
Spaliśmy i nie chcieliśmy wstawać. Po leniwym poranku Kuba z Kornelią poszli do hotelowej siłowni, ja na basen. Na popołudnie umówiliśmy się z Patrycją i Agnieszką, z którymi pracowaliśmy przez trzy miesiące w Sun Valley, Idaho. To było bardzo miłe spotkanie. Wymieniliśmy się historiami z podróży, wypiliśmy po drinku. Wyluzowalismy. U mnie wzrastała ekscytacja następnym dniem, kiedy mieliśmy być w Nowym Jorku – najbardziej wyczekiwanym przeze mnie miastem! Po godzinie dwunastej w południe mieliśmy mieć lot do NYC.

IMG_4177
IMG_4189
IMG_4193
IMG_4195
IMG_4204

DZIEŃ DWUDZIESTY SIÓDMY.
Mieliśmy. To najtrafniejsze słowo. Pierwsza zbudziła się Kornelia, poszła pod prysznic i jak opowiadała miała złe przeczucia. Wyszła zaniepokojona z łazienki i kazała jeszcze raz sprawdzić bilety na lot z Las Vegas do Nowego Jorku. Okazało się, że kobieca intuicja była trafna. Mieliśmy lot o 12:48 AM, co oznacza europejską godzinę 00:48, czterdzieści osiem minut po północy. Dwoma słowami opisując sytuację – przespaliśmy lot. Pluliśmy sobie w brodę, że nikt nie zorientował się wcześniej. Byliśmy w Stanach już ponad trzy miesiące i wydawało nam się, że potrafimy odróżnić PM od AM. Najgorsza jednak okazała się godzina 12. Eh. Szybko pojechaliśmy oddać wypożyczony samochód, a stamtąd na lotnisko. Przy okienku wyszliśmy niestety na debili, choć miła obsługa American Airlines zaproponowała nam za to bezpośredni lot do NYC w lepszej cenie, niż znaleźliśmy w Internecie. Tu, pilot pozowlił wejść i zobaczyć swoją kabinę. Tyle dobrego w całej beznadziejnej sytuacji. Na noc byliśmy już w wynajętym mieszkaniu na Harlemie w NYC. Dla wszystkich, którzy dopiero planują odwiedzić Nowy Jork polecam opcję Airbnb, zamiast okropnie drogich hosteli, hoteli itp. Rejestrując się na Airbnb z tego linka otrzymasz 25$ na wykorzystanie przy rezerwacji noclegów (działa także w każdym mieście na świecie). Przed zaśnięciem szybko zmieniliśmy plan naszego zwiedzania na następny dzień, by zobaczyć atrakcje, które powinniśmy zobaczyć w dniu przylotu.

IMG_4231

DZIEŃ DWUDZIESTY ÓSMY.
Już po 7 rano odebraliśmy zakupione wcześniej bilety wstępu do ponad 80 atrakcji – New York Pass. To był bardzo dobry pomysł. Zainwestowaliśmy po 250 dolarów za Pass ważny przez 7 dni. Według moich obliczeń, odwiedzając te atrakcje, które zobaczyliśmy w przeciągu tygodnia wydalibyśmy 790 dolarów. Zaoszczędziliśmy więc 540$. Nieźle prawda? Dodatkowo zakupiliśmy jedynie 7dniowy bilet na metro (koszt: 31 $). Tego dnia widzieliśmy miasto z tarasu widokowego w Empire State Building (Observation Deck na 86 piętrze). W tym samym budynku oglądaliśmy 4D film New York Skyride. Trochę zdzierstwo pieniędzy. Potem The Museum of Sex, zaczynający wystawę od poziomu Hard! Dla zgorszonych po pierwszy piętrze – kolejne są zdecydowanie mniej ostre. Po południu zwiedzaliśmy dzielnice SoHo-Little Italy-China Town z przewodnikiem, aktorem Broadway. Ten, oprócz historycznych opowieści o dzielnicach, budynkach, ważnych osobach – pokazał miejsce z najlepszymi sernikami w mieście czy tajskimi pierogami po 1$ za 5 sztuk. Dla chętnych – służę adresami. Po zorganizowanej pieszej wycieczce, sami udaliśmy się do wielkiego muzeum figur woskowych Madame Tussauds. Tam, przez przypadek spotkaliśmy Mateusza i Anię (z Sun Valley!). Ja zapatrzony w mojego superbohatera – Spidermana, nawet nie zauważyłbym ich, lecz Mateusz potknął się o mnie i przepraszając (oczywiście po angielsku) spojrzał na mnie. Po chwili niedowierzania zaczęliśmy wszyscy krzyczeć z radości! To było niesamowite. Razem już w piątkę przepłynęliśmy New York Water Taxi i już o zmierzchu znów wjechaliśmy na wieżowiec. Tym razem Rockefeller Center – Top of The Rock.

IMG_4257
IMG_4258
IMG_4284
IMG_4285
IMG_4307
IMG_4308

DZIEŃ DWUDZIESTY DZIEWIĄTY.
Rano zrobiliśmy kolejną wycieczkę z przewodnikiem – Food on Foot, czyli dosłownie tłumacząc jedzenie na nogach. Piesza wycieczka z mężczyzną, który tracąc kilka lat wcześniej pracę postanowił robić to, co lubi najbardziej – rozmawiać z ludźmi o jedzeniu. Postanowił więc założyć firmę oferującą wycieczki po miejscach, w których jadają Nowojorczycy. Koleś wiedział gdzie dobrze zjeść, jednak jego styl prowadzenia grupy pozostawiał mały ‘niesmak’, spowodowane to było prawdopodobnie wielkością grupy (ponad 30 osób!). W NYC odwiedziłem w końcu wystawę, którą gościliśmy w Polsce (niebotycznie drogie bilety) – Body Exhibition. Wyszedłem pod ogromnym wrażeniem. Na ten dzień mieliśmy także zakupiony bilet na sztukę na Broadway – „Something Rotten”. Zanim jednak zauważyliśmy wielką różnicę między polskimi a brodwayowskim musicalem – zrobiliśmy kolejną wycieczkę z przewodnikiem Inside Broadway Walking Tour. Wracając do musicalu – każdy jeden aktor był niesamowicie uzdolniony – stepował, tańczył, śpiewał! Byli przeee! Po sztuce spotkaliśmy się Mateuszem i Anią w Bryan Park, pośrodku wieżowców. Polecam tą miejscówkę na mniej legalne wypicie wina w kubeczku po coca-coli z McDonald’s.

IMG_4342
IMG_4338
IMG_4312

DZIEŃ TRZYDZIESTY.
Spaliśmy do południa, przesypiając nieznacznie nasz poranny plan zwiedzania. Odwiedziliśmy więc tego dnia jedynie Museum of Modern Art (MoMA), most Brooklyn Bridge, pomniki (wielkie baseny) w miejscach, gdzie dawniej stały bliźniacze wieżowce Word Trade Center, zniszczone w zamachu Al.-Kaidy 11 września 2001 roku. Skłaniały do refleksji. Tu rozstaliśmy się z Kornelią, która udała się w dalszą podróż na Florydę. My zwiedziliśmy jeszcze Whitney Museum of Art. W moim odczuciu lepsze niż MoMA. A okolica przypominała mi trochę krakowski Kazimierz – pełno hipsterów w niewielkich knajpkach.

IMG_4368
IMG_4367
IMG_4366
IMG_4377
IMG_4385
IMG_4386
IMG_4387
IMG_4388
DZIEŃ TRZYDZIESTY PIERWSZY.
Muzealny dzień. Zaczęliśmy od największego – American Museum of natural History. Chyba najlepsze muzeum tego dnia. Potem jeszcze – The Metropolitan Museum of Art., Solomon R Guggenheim Muzeum (wiele wystaw zamkniętych ze względu na zmianę ekspozycji), Muzeum of the City of New York (tu polecam bardzo dobry, 25 minutowy film o NYC). Po muzealnych wędrówkach pożyczyliśmy rowery i jeździliśmy po Central Parku. Jest to jedyne miejsce, w którym można się zgubić w Nowym Jorku. Pełne krętych dróg pośród zieleni drzew kontrastuje z ulicami krzyżującymi się pod kątem prostym niemal w całym mieście. Przejażdżkę rowerem po Central Parku powinien zrobić każdy!

IMG_4404
IMG_4389
IMG_4422
IMG_4427

DZIEŃ TRZYDZIESTY DRUGI.
Niedzielę (27 września 2015) zaczęliśmy razem z Gospelem. Wybraliśmy się na NYC Gospel Walking Tour, gdzie przewodnik opowiedział o historii, o muzyce, a następnie zabrał do brooklyńskiego kościoła wielkiego jak pięć teatrów im. Słowackiego w Krakowie, gdzie śpiewał chór gospel składający się z około 300 wykonawców. Chór ten dostawał nagrody Grammy za swoje nagrania. Jak przystało na chrześcijan byliśmy więc na niedzielnej mszy. Podjechaliśmy też do Botanic Garden na Brooklynie oraz Luna Parku na Coney Island. Tu znów zamieniłem się w supermena! Jeeah!

IMG_4458
IMG_4460
IMG_4477
IMG_4486
IMG_4502
IMG_4508

DZIEŃ TRZYDZIESTY TRZECI.
Zaczęliśmy od zabookowania sobie biletu na wieczorną atrakcję The Ride. Następnie z przewodnikiem zwiedzaliśmy Lincoln Center – miejsce słynne wśród artystów, w szczególności tancerzy baletowych czy aktorów. Tego dnia po raz pierwszy korzystaliśmy z dodatkowej usługi dla posiadaczy New York Pass – z przejażdżek autokarem bez dachu, Sightseeing Tours Grey Line. Podjechaliśmy do katedry The Cathedral od St. John the Divine, gdzie zdziwiły nas obrazy zwierząd i jedzenia. Wróciliśmy pod Times Squere, gdzie zobaczyliśmy muzeum o programie telewizyjnym – The Saturday Night Live. Gdyby TVN zrobił podobne muzeum, cieszyłoby się w Polsce wielką popularnością. Wieczorem czekała na nas największa atrakcja, przejażdżka autokarem the Ride. Skanowaliśmy przechodniów, widzieliśmy skecze przygotowane dla nas, zaskakiwali nas muzycy, tancerze, raperzy, baletnica czy same śmieszne fakty o Nowym Jorku. Polecam, jeżeli ktoś ma Passa, inaczej zapłacenie 74$ za godzinną przejażdżkę to zbrodnia!

IMG_4529
IMG_4541
IMG_4507

DZIEŃ TRZYDZIESTY CZWARTY.
Najmniej intensywny pod względem zwiedzania. Rano przepłynęliśmy pod Statuę Wolności. Na wyspie poza samą statuą i masą turystów – nic nie ma. Wydaje mi się, że wstarczy zrobić sobie zdjęcie z Manhatanu na Statuę. Szkoda czasu na stanie w kolejce na prom. Wróciliśmy do Muzeum od Design and Art. Przy Columbus Circle, gdzie zauroczyła mnie sofa z wielkimi guzikami. Tego dnia postanowiliśmy po raz kolejny pożyczyć rowery na przejazd po Central Parku. Wieczorem spotkaliśmy się na piwko z Agnieszką i Karoliną (pracowały w Sun Valley). Dzień minął spokojnie, leniwie, tego nam było trzeba.

IMG_4557
IMG_4562
IMG_4563
IMG_4580
IMG_4584
IMG_4589
IMG_4618

DZIEŃ TRZYDZIESTY PIĄTY.
Na 5:00 rano mieliśmy wykupiony z dużym wyprzedzeniem bilet na autokar do Waszyngtonu. Wstaliśmy po 3 rano, gdyż na dworzec musieliśmy dojechać prawie godzinę drogi. Tuż po 4 wsiedliśmy do metra. Niestety na którymś kolejnym przystanku metro stanęło, przez co spóźniliśmy się na przesiadkę na inną linie metra. Obstawialiśmy, że megabus (amerykański odpowiednik polskiegobusa) odjedzie punktualnie o 7, a my stracimy połączenie. Szczęśliwie odjechał o 7:05, wtedy kiedy jako ostatni weszliśmy na pokład (pod drodze spotykając równie spóźnionych Polaków z Warszawy). Waszyngton to miasto darmowych muzeów. Polecam w szczególności trzy, które zwiedziliśmy – National Air and Space Museum (statki kosmiczne, gwiazdy, planety, Kopernik itp.), American History Museum (wystawy o prezydentach, pierwszych damach, amerykańskim jedzeniu czy pieniądzach) oraz Museum of Natural History (trochę lepiej zaplanowane niż w NYC). Oprócz muzeów należy zobaczyć Lincoln Memorial z wielkim pomnikiem Lincolna, przejście wzdłuż Reflecting Pool pod ogromny obelisk Washington Monument w National Mall oraz sam Kapitol. Udany dzień. Waszyngton w 10 godzin. Zmęczeni zasnęliśmy w drodze powrotnej do NYC.

IMG_4632
IMG_4657
IMG_4658
DZIEŃ TRZYDZIESTY SZÓSTY.
Dzień, w którym opuszczamy Stany Zjednoczone. Szczęśliwie lub nieszczęśliwie. Ja bardzo wyczekiwałem już ten dzień. Ciągłe podróżowanie jednak jest bardzo męczące. Rano zrobiliśmy jeszcze krótki spacer po Harlemie. Przyjechaliśmy na lotnisko prawie 5 godzin przed odlotem, gdyż koleżanki ze Słowacji – Lenka i Nikol, uprzedziły nas o długich kolejkach do odprawy bezpieczeństwa itp. Na szczęście kolejek u nas nie było, dlatego przez te kilka godzin zdążyłem przygotować dla Was wpis. Cieszycie się?! Za godzinę wsiadamy do samolotu do Madrytu, tam mamy przesiadkę i w końcu udajemy się do nowego mieszkania w Lizbonie. Uf! Podsumowanie z programu Work&Travel przygotuję wkrótce.

Advertisements

7 Comments Add yours

  1. Izi pisze:

    Najpiękniejszy NYC ❤❤❤

    Lubię to

  2. mam pisze:

    A pamietasz przeprawe przez rzeke w Bieszczadach? Co prawda autem ,ale zawsze to cos.Wielka przygoda zaliczona, ale jak Cie znam ,to jeszcze wiele ciekawych przed Toba.Wracaj szczesliwie.Milo ,ze zateskniles za Europa.Buziaki 🙂

    Lubię to

  3. Kierowniczka1p pisze:

    Czytający raczej nigdy nie są zanudzeni czytając twoje teksty 🙂 Czekam na więcej!

    Lubię to

  4. Koper pisze:

    Pokaż no tę kanapę.

    Lubię to

    1. Karol pisze:

      mówisz, o moim wygodnym łóżku w Lizbonie?

      Lubię to

  5. duzeO pisze:

    Najlepiej! Bardzo Ci zazdroszczę tych Stanów a w szczególności NYC! Wycieczka z jedzeniem jako motywem przewodnim brzmi super 🙂
    Pisz jak najwięcej, bo bardzo dobrze się Ciebie czyta!

    Lubię to

    1. Karol pisze:

      Dzięki Ola!

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s