Wino i niedźwiedź

DZIEŃ DZIEWIĘTNASTY.
Już poprzedniego wieczoru podczas oglądania wiadomości w motelu w Petaluma dowiedzieliśmy się, że cel naszej podróży na najbliższe dwa dni – płonie. Napa Valley, znana jako najlepszy region winiarski Stanów Zjednoczonych niszczą wielkie pożary. Wielkie nieszczęście i dla Kalifornii, i dla nas. Rano dzwoniliśmy do winnic z pytaniem o możliwość odwiedzenia plantacji. Odpowiedzi były niepokojące. Płonąca Napa Valley była niebezpieczna. Zrezygnowaliśmy. Winiarski cel osiągnęliśmy w pobliskiej Sonoma Valley. Odwiedziliśmy trzy winnice. Jedną bardzo turystyczną, jedną rodzinną i jedną ‘szampańską’. Pierwsza w miejscowości Geyserville – komercyjna, turystyczna, rozsławiona przez założyciela Francisa Forda Coppola, który nakręcił gangsterską trylogię „Ojciec chrzestny”. Tam uczestniczyliśmy w zwiedzaniu połączonym z testowaniem win. Koszt – 20$ od osoby. Wydaje mi się, że przepłaciliśmy, choć przewodnik nie żałował turystom wina. Drugą winnicę polecił mieszkaniec Healdsburg, pracownik sklepu z winami. Udaliśmy się do niewielkiej, rodzinnej Bella Vineyards&winecaves. Urzekło nas samo miejsce. Wino podawano w piwnicy, pełnej drewnianych beczek, korków, mało komercyjne. Koszt 10$. Tam przy barze spotkaliśmy Polaków, to już nie powinno nikogo dziwić. Tak, jesteśmy wszędzie. Ci polecili nam darmowe zwiedzanie winnicy Korbel. Udaliśmy się więc w stronę Russian River, gdzie odnaleźliśmy Korbel, wytwórnię szampanów. Bardzo przyjemne zwiedzanie i w dodatku darmowe próbowanie musujących win, w tym Natural, Blanc de Noir, Sec (polecany do mimozy), Riesling (best!), Sweet Cuvee (extra!), Moscato Frizzante i Sweet Rose. Tą samą firmę szampanów podawaliśmy także w SPA w Sun Valley naszym stałym klientom. Nie skojarzyłem wcześniej nazwy. Pomogła mi dopiero etykieta zobaczona w winiarni. Pod koniec wycieczki w dobrej cenie kupiliśmy dwa szampany na wieczór. Na kolację amerykański burger. Spaliśmy w Motelu 6 tuż przed Sacramento.

IMG_3943
IMG_3942
IMG_3940
IMG_3944

DZIEŃ DWUDZIESTY.
Od rana zwiedzaliśmy stolicę Kalifornii – Sacramento. Odwiedziliśmy Kapitol, w którym każdy region miał swoją galbotę i prezentował to, co ma najlepsze. Ciekawy sposób promocji miast. Po krótkim spacerze po zadbanym Sacramento ruszyliśmy w trasę do Parku Narodowego Yosemite. Była to chyba najlepsza droga, po której prowadziłem auto w USA. Po raz kolejny w Stanach czułem się jak w grze komputerowej. Niesamowicie kręta (nawet bardziej kręta niż ta wzdłuż Pacyfiku) i wąska, a widoki za jakimi tęskniłem po pobycie w dużych miastach. Na wieczór dojechaliśmy do Yosemite. Na kempingu rozpaliliśmy ognisko i przygotowaliśmy kiełbaski, grillowane bajgle oraz na deser s’more’y. Jest to tradycyjny smakołyk z ogniska. Składa się z zapieczonej na ogniu pianki marshmallow, kostki czekolady (u nas Hershey’s), a także dwóch kawałków krakersów typu graham, jako zewnętrzne warstwy. Uczta.

IMG_3984
IMG_3985
IMG_3986
IMG_3988
IMG_3989
IMG_3990
IMG_3991

DZIEŃ DWUDZIESTY PIERWSZY.
Śniadanie zjedliśmy tuż przy Visitor Center z pięknym widokiem na najbardziej znaną górę parku Yosemite. Half Dome – granitowa formacja skalna wznosi się 2693 m n.p.m. i 1444 m nad dnem doliny. Wygląda jakby jej połowa była oderwana. Zrobiliśmy dwugodzinny trekking pod wodospad Vernal Fall. Po objedzie w Lodge wyjechaliśmy godzinę w górę do punku obserwacyjnego Glacier Point. Zdecydowanie najlepsze widoki w Yosemite. Na wieczór i noc udaliśmy się na kemping w Parku Narodowym Sekwoi (Sequoia National Park).

IMG_4006
IMG_4009
IMG_4010
IMG_4011

DZIEŃ DWUDZIESTY DRUGI.
Spędziliśmy go w Parku Narodowym Sekwoi, który został ustanowiony w 1890 roku, jako drugi park narodowy USA, po Yellowstone. Park słynie z rosnących w nim mamutowców olbrzymich, w tym największego drzewa na świecie nazwanego General Sherman Tree (Drzewo Generała Shermana). Rośnie ono w Giant Forest (Lesie Olbrzymów), w którym znajduje się pięć z dziesięciu największych drzew na świecie (licząc według objętości). Śniadanie zjedliśmy właśnie w Giant Forest. I muszę przyznać, że tak wielkich drzew nie widziałem, nie spodziewałem się i zrobiły na mnie ogromne wrażenie. W końcu zobaczyłem coś po raz pierwszy, coś co wyglądało bajecznie i magicznie. Obecnie chyba jest na mojej liście najlepszych parków w czołowej trójce (wygrywa Yellowstone). W Parku zrobiliśmy trekking do Trap’s Log, powalonego drzewa, w którym zbudowano mieszkanie. Wracaliśmy szlakiem High Sierra Trial. Weszliśmy także 350 schodami na Moro Rock, z której rozciągał się piękny widok, lecz najlepsze z tego dnia przed nami. Wróciliśmy do Sherman Tree Trial, gdzie oprócz największego na świecie drzewa zobaczyliśmy dwa małe NIEDŹWIADKI! Przechodziły obok nas nawet pół metra. Wooho! Byliśmy spełnieni. Na noc udaliśmy się w stronę Doliny Śmierci – Death Valley NP. Spaliśmy w zaprzyjaźnionej już taniej ‘sieciówce’ moteli 6, w której polecam robić pranie. Jest trzy razy taniej niż np. w San Francisco. Tym razem spaliśmy w miejscowości Mojawe.




IMG_4033
IMG_4034
IMG_4035
IMG_4057
IMG_4055
IMG_4054
IMG_4053
IMG_4051
C. d. n. Napiszcie co u Was słychać?

Reklamy

One Comment Add yours

  1. mam pisze:

    Widze ,ze u Was bajecznie i szampansko:)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s