Jeden Dziewięc (L).

To był długo wyczekiwany przez nas dzień. Dwudziesty ósmy sierpnia 2015, kiedy po oddaniu kluczy do dormu w Sun Valley i rozliczeniu się z pracodawcą, wyruszyliśmy w ponad miesięczną podróż po USA. Opiszę bardzo szybko co zobaczyłem przez ostanie dni.

IMG_3187

DZIEŃ PIERWSZY.
Z Sun Valley, Idaho zmierzaliśmy w czwórkę – ja, Kuba, Mateusz i Ania – na południe, w stroną Idaho Falls. Zanim jednak dotarliśmy tam, zatrzymaliśmy się na chwilę w Shoshoe Ice Cave (jaskina lodowa). Na wejście do jaskini z przewodnikiem musielibyśmy czekać 45 minut, dlatego zadowoliliśmy się jedynie pomnikami Indian i dinozaurów. Około godziny 13:00 byliśmy już w Idaho Falls, gdzie przy moście Perrine mogliśmy podziwiać kanion i wodospady. Już wtedy wiedziałem, że najbliższe dni będą bardzo geoturystyczne. Trzy mile dalej wjechaliśmy do Shoshone Falls (kolejny wodospad). Wieczorem dotarliśmy do miejsca noclegowego – Salt Lake City. Miasto nazywane Jerozolimą Mormonów jest pełne kościołów. W samym centrum znajduje się dosłownie jeden na drugim. Niemal każdy mormoński. Oprócz budynków Mormonów zobaczyliśmy Capitol, biały duży budynek z kopułą. Noc spędziliśmy w nowo zakupionym namiocie rozbitym (niezbyt legalnie) na kempingu w Parku Stanowym Antelope Island (godzina drogi od Salt Lake City). Gdy zasypialiśmy nie wiedzieliśmy jak piękny widok zastaniemy rano.

IMG_3223
IMG_3225
IMG_3229

IMG_3234

DZIEŃ DRUGI.
Kierowca Mateusz zbudził nas tuż po 5 rano, aby podziwiać wschód słońca. Wstaliśmy jednak zbyt wcześnie. Na wschód czekaliśmy półtorej godziny, ale w miłym towarzystwie czas leci szybciej. Miejsce to zaskoczyło nas ilością królików i, uwaga, bizonów. Wschód słońca witaliśmy w słonym jeziorze, w którym trudno się utopić. Szybki prysznic postawił nas na nogi. Do kolejnego miejsca dotarliśmy dopiero przed godziną 14. Arches National Park pełen łuków i formacji skalnych. Zresztą zobaczcie zdjęcia. A, i robiło się coraz bardziej gorąco… W Moab złapaliśmy Internet w McDonald’s, gdzie spotkaliśmy naszych rodaków. Nocowaliśmy (znów niezbyt leganie) w namiocie w Gooseckneck State Park, niedaleko miejscowości Mexican Hut. Widok zaskoczył nas, był jeszcze lepszy niż poprzedniej nocy! Kanion rzeki San Juan.

IMG_3248
IMG_3249


IMG_3250
IMG_3252

DZIEŃ TRZECI.
Podobnie jak poranek wcześniej, Mateusz zbudził resztę grupy tuż po 5, aby na wschód słońca dotrzeć do Monument Valley. Okazało się, że zapomnieliśmy o zmianie strefy czasowej. Godzina 5 rano okazała się czwartą. Na godzinę 10:30 mieliśmy zaplanowane zwiedzanie Antelope Canyon z przewodnikiem. Był to dla naszej czwórki najbardziej wyczekiwany element podróży. Pomimo cudu natury, kanion nie zrobił wrażenia takiego, jakiego oczekiwaliśmy. Atmosferę przepięknych ciasnych korytarzy zepsuła masowa obsługa turystów. Za wstęp zapłaciliśmy 58 dolarów od osoby (!). Przewodnik w dość nieuprzejmy sposób poganiał stado turystów, pokazując jedynie miejsca w których należy szybko zrobić zdjęcie i odejść dalej. Zero innych informacji. Zero. Rozczarowanie. Kolejne miejsce, nieopodal Antelope Canion – zdecydowanie należy odwiedzić. Darmowe wejście, a widoki nieocenione. Horseshoe Bend, Arizona (podkowa konia) na rzece Kolorado. Znów odsyłam do zdjęć. Odjechaliśmy w stronę Las Vegas. Tym razem spaliśmy w aucie – niewygodnie i okropnie duszno.


IMG_3285
IMG_3286

IMG_3291
IMG_3292
IMG_3306
IMG_3308

DZIEŃ CZWARTY i PIĄTY.
Na otwarcie jednej z największych zapór w Stanach – Hoover Dam czekaliśmy standardowo do godziny 5 rano, kiedy Mateusz, kierowca, przygotował pobudkę. Hoover Dam, pilnie strzeżona, dla mnie osobiście wypada gorzej niż ta w Solinie. Przejechaliśmy kolejne 30 mil i byliśmy w mieście grzechu, Las Vegas. Całkiem inny świat. Z pięknych widoków, parkowych krajobrazów wjechaliśmy do miasta wieżowców, kasyn, zabawy, ale też i tandety. Miasto zostało wybudowane na środku pustyni, słońce tworzyło piekło. W Las Vegas zostaliśmy na dwie noce. Wybraliśmy hotel Flamingo, gdzie przy basenowej części stworzono park, stawy i wpuszczono flamingi. Przegrywaliśmy w kasynie ciężko zarobione dolary (wygrywała jedynie Ania), pierwszy raz jechałem rollercoasterem (w hotelu New York, siedliśmy z samego przodu, gdzie widok podwajał strach, polecam), zwiedzaliśmy najwymyślniejsze hotele – Pałac Cezara, Zamek, Piramidy, ale też Wenecję, Paryż. Wniosek nasuwa się prosty, w USA chcą to co najlepsze, czyli Europę! Byłem też przez chwilę SUPERMENEM (zjazd na linie nad Downtown). Byliśmy też na wyprzedażach w Outlecie, gdzie kupiłem m.in. wysokie skarpety w amerykańskim stylu(!). Las Vegas bardzo na plus.

IMG_3357
IMG_3358
IMG_3359

IMG_3360
IMG_3388
IMG_3390
IMG_3395
IMG_3400

DZIEŃ SZÓSTY.
Rano pojechaliśmy taksówką na lotnisko odebrać samochód, w którym już tylko ja i Kuba podróżujemy po Kalifornii (a za kilka dni dołączy do nas Kornelia). Samochód wzięliśmy z Sixt.com. Depozyt był równy wysokości kwoty wypożyczenia (tak jakbym zapłacił podwójnie). Zostałem więc niemal z niczym na koncie. Za wszystko płaci obecnie Kuba, ale nadejdzie czas rozliczeń. Wyjechaliśmy z LV. Naszym kolejnym punktem był Joshua National Park, a następnym Palm Springs. Joshua powiedziałbym był jedynie zabiciem wolnego czasu, gdyż krajobrazy w Parku niewiele różniły się od mijanych po drodze. Palm Springs dość przyjemne, wypoczynkowe miasteczko. Spaliśmy w aucie na parkingu przed San Diego.

IMG_3452
IMG_3453
IMG_3454
IMG_3456

DZIEŃ SIÓDMY.
Śniadanie zjedliśmy na plaży Coronado w San Diego. Cały dzień spędziliśmy w ZOO. Żyrafy, orangutany, słonie, hipopotami, pandy, węże, niedźwiedzie polarne, kangury, antylopy tapiry, tygrysy, lwy… WSZYSTKO. Prócz taniego jedzenia. Zakupiony za 5$ hot dog, był połowę mniejszy niż ten z IKEA. Przyjemna za to była przejażdżka autobusem z przewodnikiem, i podniebna kolejka nad ZOO. Noc spędziliśmy nad jeziorem Murray – Mission Trails Regional Park.

IMG_3485
IMG_3486

IMG_3487
IMG_3488
IMG_3503
IMG_3504

DZIEŃ DZIEWIĄTY.
Nad jeziorem obudziły nas czaple i wędkarze. Szybko złożyliśmy namiot (świetna sprawa za 40$), ustawiliśmy zakupiony GPS (też świetna sprawa, która oszczędza mi niepotrzebnych nerwów na 8 pasmowych autostradach, 100$). Dojechaliśmy do Balboa Park, jednej z głównych atrakcji San Diego z zabytkowymi XIX-wiecznymi i XX-wiecznymi budynkami w stylu hiszpańskim i ogrodami. Spacerkiem przeszliśmy od muzeum do muzeum. Chwilę później znaleźliśmy się w całkowicie innym miejscu. Old Town San Diego to stare miasteczko zbudowane w pierwszej połowie XIX wieku, wykorzystywane jako plan filmowy w westernach. To trzeba zobaczyć i zdecydowanie zajrzeć do Muzeum Fajek. Z Old Town pojechaliśmy do Point Loma z Cabrillo National Monument (darmowy wjazd z kartą America The Beauty). Piękny widok na San Diego. Po południu opalaliśmy się na plażach Ocean Beach (z klifami, i długim molo) oraz Mission Brach (z rollekosterem). Wieczorem udaliśmy się San Clemento, gdzie zasnęliśmy w aucie.

IMG_3523


IMG_3531
IMG_3534

C.d.n.
PS: Zachęcam do zadawania pytań. Post powstał szybko w SubWay, dużo rzeczy musiałem pominąć. Na komentarze z pytaniami postaram się szybko odpowiedzieć 🙂 Przygotowałem dużo więcej zdjęć, jednak prędkość internetu nie rozpieszcza. Obiecuję, że będą publikowane po zakończeniu tripa, z krótszymi opowieściami.

Reklamy

5 Comments Add yours

  1. Dasz pisze:

    Ominęłam jakiś drugi post o fryzjerach, po tym mocno ich krytykującym? Mam w głowie głośny krzyk o treści „YOU LOOK GORGEOUS!!!!!!!!!!!!!!!”. Co za fryzura, co za styl!
    Flamingi na dobre zostały moją tapetą, dziękuję, dziękuję, dziękuję!
    Będę się powtarzać pewnie, ale te zdjęcia są zbyt dobre, żebym miała zostawić odpowiedni komentarz. Chcę je wszystkie, na WIELKIM ekranie. TERAZ.

    a poza tym, wracajże wreszcie Kicias, my mamy dobre hot dogi. i wszystko inne 😉

    XXX

    Lubię to

    1. Karol pisze:

      Bu! Dzieki Dasza. A fryzjerem była europejska koleżanka! 🙂

      Lubię to

  2. mam pisze:

    Juz nie moglam sie doczekac nowego postu :).Jestem ciekawa jak wyglada kosciol mormonski i czy weszliscie do srodka popatrzec?.58$ masakrycznie drogo za zwiedzanie kanionu 😦 .Ale raz w zyciu mozna odzalowac.Las Vegas – bardzo na plus,pomimo przegranej kasy?Ciekawe czy duzo straciles? A moze lepiej nie wiedziec.A piramidy to raczej nie w Europie.
    Ps.Martwie sie ,ze nie masz juz kasy 😦

    Lubię to

  3. Kierowniczka1p pisze:

    Wiesz jak bardzo jestem zachwycona tymi wszystkimi fotami i opowieściami, nie mogę się tyle powtarzać 😀 buziak!

    Lubię to

  4. aaa jakie piękne zdjęcia ;o

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s