Na legalu

Jak działa program Work and Travel? Kto może wziąć udział w wymianie W&T? Ile trzeba zainwestować? Czy program się zwróci? Jaką mamy wizę? Co możemy robić legalnie w Stanach? Jaką możemy podjąć pracę? Czy wybieramy ją sami? Itd. Dużo pytań, odpowiedzi poniżej.

Program Work and Travel jest skierowany wyłącznie do studentów. Umożliwia podjęcie legalnej pracy w USA w czasie wakacji akademickich przez okres nieprzekraczający 4 miesięcy oraz podróżowanie po terytorium Stanów do 30 dni po jej zakończeniu. Istnieją różne wersje cenowe za program, zależne od ilości tygodni, które chcesz przepracować.

Koszty, jakie należy ponieść są zależne od terminu – kiedy rozpoczniesz rekrutację (im wcześniej, tym taniej) oraz miejsca docelowego (ceny biletów lotniczych, im dalej na zachód tym drożej). Agencję pomagającą przy organizacji wyjazdu, z którą wyleciałem wraz z Kubą do Stanów – wybraliśmy już w listopadzie (pierwszy mail do biura wysłałem 8 listopada). Opłata wpisowa była wtedy stosunkowo mniejsza, niż dla zapisujących się w kwietniu (700 zł do 900 zł). Oprócz opłaty wstępnej musieliśmy opłacić koszty uczestnictwa (około 700-800 dolarów), ubezpieczenie (ok. 55 dolarów za każdy deklarowany miesiąc pracy) oraz SEVIS (35 dolarów). Na koniec opłata wizowa (160 dolarów) plus lot (3000-3500 zł) i już w Stanach ewentualny transport z lotniska do miejsca docelowego (u nas – 70 dolarów). Tańsza oferta możliwa jest dla studentów powracających w kolejnych latach do USA, tzw. opcja self.

Wybór pracy nie jest łatwy, w szczególności dla wyjeżdżających po raz pierwszy, którym nikt nie polecił konkretnego pracodawcy. Zależny jest on zarówno od twoich preferencji, jak również kontaktów i ofert wybranego biura/agencji oraz terminów – od i do kiedy możesz pracować. Im wcześniej możesz przyjechać i im dłużej możesz pracować tym jest łatwiej znaleźć coś odpowiedniego. W tym miejscu, chcę przypomnieć o konieczności wcześniejszego zaliczania sesji egzaminacyjnej.

Po ustaleniu informacji dotyczących terminów dostaliśmy kilka propozycji pracy, nie do końca nam odpowiadających. O całych przygodach (problemach na ostatnią chwilę, wielkim rozczarowaniu oraz nienajgorszym zakończeniu) i ostatecznym wyborze miejsca pracy – kiedy indziej, obiecuję.

Odbyliśmy także „skype interview” z prawodawcą. Pytał o intencje wyjazdu, doświadczenie, o nas. Rozmowa była przeprowadzona z każdym z nas indywidualnie. Trwało to po 10 minut. Natychmiast otrzymaliśmy pozytywną odpowiedź. Potem już tylko podpisanie umowy.

Po otrzymaniu potwierdzenia o zatrudnieniu w Stanach, biuro umówiło nas na wizytę w ambasadzie w Krakowie. Sama rozmowa z ambasadorem trwała 3 minuty. Pytano nas o rok studiów, miejsce i rodzaj pracy oraz o plan zwiedzania. Tyle. Więcej stresu, niż to warte. Otrzymaliśmy wizę J-1 przeznaczoną dla osób uczestniczących w programach wymian międzynarodowych. Kolejny krok to przelot do USA z „drobnymi” w kieszeni (ok. 800 dolarów jest wymagane i czasami sprawdzane na lotnisku przed wpuszczeniem do Stanów).

If you can dream it, you can do it.
If you can dream it, you can do it.

Po pierwszych dwóch paycheck’ach mogę śmiało powiedzieć, że poniesione koszty zwrócą się i zarobionych dolarów wystarczy na zwiedzanie. W dużo lepszej sytuacji są osoby (w tym Kuba), które mają drugą pracę (second-job), zwłaszcza kelnerzy zarabiający z napiwków. Dawanie tip’a w wysokości 15-20 procent jest tutaj tradycją, obowiązkiem, wszyscy zostawiają. Zdecydowanie polecam staranie się o posadę kelnera tym, którym zależy na dolarach i są przyzwyczajeni do ciężkiej pracy. Jeżeli nie masz doświadczenia w gastronomii, spróbuj tego przed wyjazdem, chociaż przez miesiąc, dwa. Opłaci Ci się to!

Podsumowując koszty wyszło niecałe 9 tysięcy złotych plus 800 dolarów kieszonkowego. Podobne kwoty podała mi Lenka, znajoma ze Słowacji. Całkowity koszt jej uczestnictwa w programie Work&Travel wyniósł około 1500 euro plus dodatkowe kieszonkowe. Nie jest to mała inwestycja, lecz często to jedyna okazja, aby zobaczyć jak żyją Amerykanie, jak różnią się Stany od Europy i ile jest prawdy w „American Dream”.

Czy warto? Po pierwszym miesiącu odpowiadam – tak.

Advertisements

5 Comments Add yours

  1. Anonim pisze:

    Takie male sprostowanie- w Krakowie znajduje sie konsulat, a nie ambasada, rozmowa zapewne odbyla sie z konsulem, a nie z samym ambasadorem 😉

    Lubię

    1. Karol pisze:

      Ah racja! W Krakowie mieści się Konsulat Generalny Stanów Zjednoczonych Ameryki.

      Lubię

  2. Ewelina pisze:

    Co do napiwków nie byłabym taka pewna- nawet w dobrych restauracjach trafiają się męty, które płacąc 250$ za kolację kelnerce nie zostawią nic. Myślę, że lepiej się nie nastawiać na Bóg wie co 🙂

    Lubię

    1. Pit pisze:

      Prawda jest tak, ze jak nie zasluzysz na napiwek to go nie dostaniesz. Z doswiadczenia wiem, ze czarni nie daja bialym napiwkow.

      Lubię

  3. Student pisze:

    Warto dowiedziec sie czy w danym roku wizy studenckie-pracownicze przyznawane w W&T nie podlegaja karze w przypadku zostaniu dluzej w USA do 2 lat. Kiedys bylo to „restiction 212e”

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s