Przejechany pies

Z pewnością jest wiele przyzwyczajeń i zachowań w Stanach, które mi się nie podobają, a wolę te europejskie, polskie. Są jednak też takie, które my, Polacy, moglibyśmy zaadoptować.

Jest wtorek, środek tygodnia. Ketchum, małe miasteczko, niespełna 3 tysiące mieszkańców. Godzina 19:00, czy jak kto woli 7 p.m. Rozpoczyna się cotygodniowy koncert w miejskim parku (malusieńkim, około 500 m2) – Ketch’em Alife 2015. Pomimo dnia tygodnia, ilości mieszkańców i wielkości parku – frekwencja jest tak duża, ze ciężko jest przejść pomiędzy tłumem.

Ketch'em Alife 2015. Od 16 lat letnie darmowe koncerty w parku miejskim.
Ketch’em Alife 2015. Od 16 lat letnie darmowe koncerty w parku miejskim.

Na niewielka scenę wchodzi zespół zaproszony z Bostonu. Zapowiada ich wyluzowany, zresztą jak wszyscy tutaj, organizator ubrany w krótkie spodenki, t-shirt. Nad podestem wisi baner namalowany zwykłą farbą, od ręki, tak rodzinnie przygotowany już kilka lat temu.

Nie rozpoczął się pierwszy utwór, a z koców i krzesełek, rozłożonych na trawie wstaje publiczność i zbiera się pod sceną. Kapela przypomina mi szkolny zespół mojego przyjaciela, Przemka, jeszcze za czasów buntu i stylu emo. Z kolejnymi piosenkami bostońskiego Lovewhip (nagrodzonego m.in. Independent Music Award za najlepszą piosenkę – głosowanie regionalne w Bostonie) zresztą mocno żywymi i porywającymi, parkiet przed zespołem zapełnia się coraz bardziej. Wszyscy tańczą! Wszyscy się dobrze bawią. Wszyscy, jakby znali się od dzieciństwa! Tańczą małe dzieci, tańczy młodzież, ich rodzice i dziadkowie. Jest rockmen z przyklejonymi wąsami, starsza kobieta z dredami przypominająca gołębiarkę z filmu ‘Kevin Sam w Nowym Yorku’, chłopak z psem na rękach, nauczycielka salsy i pewnie już pradziadek. Amerykanie, Meksykanie, Azjaci i uczestnicy Work&Travel. Tworzą pary, kółeczka, nawet pociąg. Niemal darmowe wesele w miejskim parku.

Bawią się wszyscy, ze wszystkimi!
Bawią się wszyscy, ze wszystkimi!

Nie zabrakło także jedzenia. Piknikowe kosze wypełnione smakołykami, przekąskami, a także zamówione sałatki i pizza. Piwo rozlewa miejscowy browarnik. Bawię się i ja. Tu poczyniłem pierwsze tańce na amerykańskiej ziemi.

Pod sceną nie zabrało Polaków.
Pod sceną nie zabrało Polaków.
Jeszcze więcej Polaków.
Jeszcze więcej Polaków.

Na koniec organizator dziękuje sponsorom (małym i większym firmom z miasta oraz prywatnym darczyńcom). Cała impreza trwa trochę ponad zaplanowane dwie godziny. Tak jest co tydzień, tradycyjnie. W czwartki jest ponoć podobna impreza jazzowa. Jeszcze na nią nie dotarłem, choć zamierzam!

Następnego dnia po koncercie, w sklepie zaczepiają mnie dwukrotnie – sprzedawczyni i potrącona przeze mnie przypadkowo wózkiem sklepowym kobieta – i pytają o to samo, czy wczoraj widziały mnie w parku na Ketch’em Alife. Dodają, że świetnie się bawiłem pod sceną.

Tu w USA wydaje się to bardzo prosty przepis na zjednoczenie sąsiadów, mieszkańców oraz sposób na super zabawę za darmo. Czy gdyby 3-tysięczne miejscowości w Polsce zorganizowałoby coś podobnego nie doszłoby do nieprzyjemnych starć upojonych alkoholem, wylewu złości za przejechanego 20 lat temu psa czy kurę. Am I right?

Reklamy

3 Comments Add yours

  1. Anonim pisze:

    🙂 fajne, ketchum kojarzy mi sie jakos z pokemonami hehe

    Polubienie

    1. Karol pisze:

      racja, zapomniałem o Ash Ketchum’ie!

      Polubienie

  2. Ewelina pisze:

    Zdjęcia idealnie oddają ducha zabawy 😄

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s