Transatlantyk

8 czerwca 2015. Spędziłem 3h w Pendolino (Kraków-Warszawa), noc u znajomych (pozdro dla Pawła! i ekipy). Ranek 9.06.15 to zaledwie godzinne pożegnanie z rodzicami na lotnisku. Kuba dojechał ze słynnego Radomia, drugiej stolicy Polski (jak uważa, Klaudia potwierdzasz?). O godz. 12:00 polskiego czasu wyruszyliśmy z Okęcia samolotem na lotnisko Londyn-Heathrow, tam mieliśmy półtorej godz. na zmianę terminalu. Lotnisko jest tak wielkie i tak pokręcone, że sama podróż autobusem i tramwajami między terminalami zajęła nam ¾ tego czasu, a gdzie jeszcze odprawy i kontrole biletów. Znacie mnie, wyobraźcie sobie jak wszystkich poganiałem i byłem tym zestresowany. Gdyby nie uprzejmość jednej pani z obsługi lotniska, która przepuściła nas ‘szybkim pasem’ omijającym długą kolejkę do odprawy bezpieczeństwa – moglibyśmy nie zdążyć na lot transatlantycki do Seattle. Jednak udało się.

Przegląd brytyjskiej prasy w samolocie.
Przegląd brytyjskiej prasy w samolocie.

Po wielu doświadczeniach z tanimi liniami europejskimi, samo wejście na pokład samolotu linii British Ariways zrobiło na nas wrażenie. Przywitały nas pojedyncze, wygodne i rozkładane fotele. Przy nich stoliki, telewizorki, miękkie kocyki i poduszki. Szukając naszych foteli okazało się jednak, że to biznes klasa. Dopiero w tym samolocie zauważyłem różnicę między klasą biznes a ekonomiczną, choć u „nas” wcale nie było tak źle. Był też i kocyki, i poduszki, i słuchawki, i szczoteczka z pastą, telewizorki z grami i nowościami filmowymi, albumy z muzyką. Stewardesy i stewardzi serwowali dobre jedzenie (ciepły obiad, zimne przekąski, wino, piwo, soki – czego dusza zapragnie).

Wyżywienie podczas transatlantyckiego lotu.
Wyżywienie podczas transatlantyckiego lotu.
IMG_1295
Koc, poduszka, słuchawki, szczoteczka i pasta – dla każdego pasażera.
Widok na stratowulkan Mount Reiner.
Widok na stratowulkan Mount Reiner  (Góry Kaskadowe, Park Narodowy Mount Rainier), tuż przed lądowaniem (87 km na południowy wschód od Seattle). Ostatnia erupcja MR miała miejsce w 1894 r.
Lotnisko w Seattle.
Lotnisko w Seattle.

Już w Stanach czekało nas najbardziej stresujące (dla mnie) spotkanie z urzędnikiem amerykańskim, który ostatecznie decydował czy nas wpuszczą na terytorium USA, czy nie. Pomimo wklejonych wiz do naszych paszportów – ma takie prawo. W rzeczywistości okazało się to kolejną formalnością (podobnie jak samo zdobycie wizy, możliwe, że kiedyś o tym jeszcze napiszę). Byliśmy już więc po 11,5h lotów i 3,5h spędzonych na lotniskach między nimi. Przed nami ostatnia i najmniej stresująca podróż liniami Alaska z Seattle do Boise (+1,5h). Samolot był wyjątkowo malutki (patrz zdjęcie w pierwszej notce), a obsługa wyjątkowo przyjacielska, już nie tak ustandaryzowana jak w wielkich firmach lotniczych. Tutaj stewardesa pozwoliła sobie na małe żarty o śmierdzącej toalecie nawet podczas przekazywania instrukcji bezpieczeństwa. Za oknami, coś, czego w Europie jeszcze nie widziałem. Okrągłe pola uprawne. Przypominały filmowe kształty pozostawione przez ufo.

Pola uprawne spryskiwane w kształt okręgów.
Pola uprawne spryskiwane w kształt okręgów.

Wylądowaliśmy. Udaliśmy się do zarezerwowanego wcześniej hotelu (dzięki Martynka!), gdzie moja debetowa karta musiała udawać kredytową, aby nas przyjęli. Jest już 10.06.15, na śniadanie zjedliśmy przygotowane przez nas samych gofry. Podczas check-out’u pytaliśmy o popularność autostopu w tym regionie. Recepcjonistka jednak nas zniechęciła, stąd jedyną szansą na dojazd z Boise do miejsca docelowego – do Sun Valley, gdzie będziemy pracować – był wybór busa. Odjeżdżał tylko raz dziennie, i tylko w te dni, kiedy przynajmniej 4 osoby wcześniej dokonały rezerwacji on-line. My taką próbowaliśmy zrobić, jednak odrzucało nasze karty. Pojawił się więc mały stres – czy na pewno tego dnia bus przyjedzie. Szczęśliwie dla nas – przyjechał. Po usłyszanych kilka dni później opowieściach naszych znajomych, okazało się, że przez kolejne dwa dni nie przyjeżdżał i tamci nocowali na lotnisku.

Dojechaliśmy do Sun Valley w stanie Idaho. Szczęśliwie. Miałem pisać o pierwszym szoku w USA, ale rozpisałem się o samej podróży. ‘Szoki’ zostawię na kolejny raz!

Reklamy

One Comment Add yours

  1. Klaudia pisze:

    hahaha potwierdzam, potwierdzam 😛

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s